fbpx instagram

Nie życzę sobie

Sylwia jeszcze w kwietniu mówiła koleżance że nie życzy sobie w ogóle aby Franek „miał ojca”. Mówiąc że „nie ona pierwsza i nie ostatnia” przekonywała że świetnie radziła sobie bez ojca, więc i Franek może…

Popaprany umysł Sylwii nie pozwala jej zrozumieć że nie ma czegoś takiego jak „moje i Twoje” gniazdo, bo jakkolwiek moja rodzina oczywiście jest nieco duża, o tyle całe „gniazdo” Sylwii jest nasze wspólne – tak dzieci jak i jej mieszkanie wliczając. Kompletnie nie rozumiejąc swojej sytuacji kobieta nadal pisze „nie interesuj się moim gniazdem”, choć tak naprawdę to ona jedyna nadal interesuje się moim gniazdem jak nikt inny.

Tylko Sylwia googluje moje nazwisko w Internecie. Tylko ona składa wnioski o ustalenie jak zarabiam, gdzie jeżdżę na wakacje 🙂 Sylwia wstaje jak ja siadam – za każdym razem wstaje i patrzy jak ja siadam przed komputer i piszę. Dzisiaj może wydawać jej się to absurdalne, ale w przyszłości napiszę jak będzie interesowała się również tym, co jadłem na śniadanie, a tym dosłownie interesować się będzie bardzo.

To co jednak sędzia powiedział Sylwii to się trudno aż słucha, ale sędziemu pewnie przykro że jedyne co Sylwia zrozumiała z pouczenia sędziego który w końcu zapytał „Czy chce Pani za kilka lat prowadzać dziecko do psychologa?” to że Sylwia musi obmyślić taką sytuację, która pozwoli sprowokować wniosek o zmianę kontaktów w których uczestniczyć będzie kurator podczas spotkań dzieci w jej mieszkaniu.

Sędzia słusznie przypomniał Sylwii że sami dobieramy sobie partnerów, a przez dziecko związani jesteśmy na zawsze. Co prawda, nikt nie powie Sylwii tego wprost, ale koleżanka już wcześniej dopytywała… Sylwia dopiero w dalszej części rozmowy wyznała że tak naprawdę chodzi (jej) o to że „jak ja dziecku wytłumaczę że troje dzieci i trzy matki”… Takie wyznanie to próba wywołania wrażenia jakby ta sytuacja na Sylwię jakoś została narzucona. Sylwia wyjaśniła że obecność kuratora może zniechęci do odwiedzania dziecka, a potem już będzie z górki, bo dziecku powie się że ojca… nie było?

Gdyby Sylwia wiedziała co znaczy słowo etyka, pewnie zapytała by koleżanki „jak ja sobie wytłumaczę”, ale Sylwia wiele słów w ogóle nie słyszała, nie zna ich znaczenia, nad wieloma pojęciami po prostu się nigdy nie zastanawiała. Tak naprawdę jedyne co Sylwia chce to żeby wszyscy myśleli że „coś ją spotkało”, a przecież doskonale wiedziała w jaką sytuację sama dobrowolnie wchodzi i jak ta sytuacja będzie wyglądała jak z niej wyjdzie. Sylwia doskonale zdaje sobie sprawę z tego że nie wytłumaczy dziecku ani tego jak pozbawiła go ojca, ani tego że jest środkową matką.

Jedyny sposób żeby wyjść z tej sytuacji to odciąć dziecko od ojca, postawić jasną granicę „mojego gniazda i Twojego gniazda”. Sylwia pisała że nie widzi po prostu żadnej części wspólnej, bo dla niej dziecko jest jej. Oczywiście jest to tylko zakłamana poza, bo jednocześnie Sylwia oczekuje płacenia alimentów, dokładania się do jego zakupów natomiast już wspólnego korzystania z nich to nie oczekuje, a nawet „nie życzy sobie”.