fbpx instagram

Twoim interesie

Mama Franka wyprowadzila sie kiedy powiedzialem jej 'klamliwa suka' pod nosem wychodzac z domu.

Niepotrzebnie to zrobilem i przepraszalem przez kolejne miesiace. To byl jednak pierwszy raz w naszej kilkuletniej kiedy odkad bylismy ze soba razem ja w ogole wyzwalem, i ostatni za razem. Jakkolwiek moze byc mi przykro za slowo „suka” ktos musial w koncu powiedziec ze dosyc oszukiwania ludzi, oklamywania najblizszych, manipulowania przyjaciol, okradania rodziny. Nie zawsze znajde czas dla wszystkich aby tlumaczyc jak dziecku dlaczego oszustwo jest z natury zle, poniewaz niekiedy mam czas tylko zeby uczyc tego swoje dzieci i nie moge ryzykowac iz zabraknie mi tego czasu z powodu koniecznosci edukowania podstaw etyki rowniez doroslych.

Powiedziałem to pod pewnie pod wpływem złości, ale nawet po czasie uważam ze miałem do tej złości, w tamtym momencie, ludzkie prawo. Większość pracy jaką wykonuje w pocie czoła zapisana jest małym druczkiem na kartkach zatytułowanych „umowa”. W przeszłości za dużo kosztowały mnie wszystkie umowy, które nie zostały odpowiednio dopilnowane lub wysłane na czas lub odpowiednio podpisane. Skoro z mamą Franka jakoś umówiliśmy się na pomoc w przygotowaniu i wysłaniu (tej konkretnej), to miałem prawo oczekiwać że tak się stanie. Biorąc pod uwagę kłopoty jakie miałem, ilość pracy jaką w przeszłości z powodu chociażby papierków, które zostały wysłane błędnie lub nie zostały wysłane wcale, mam prawo przykładać do tych kwestii ogromną wagę i oczekiwać że ktoś doceni wagę tych spraw oraz wartość pracy jaka od nich zależy.

Tego dnia kompletnie wyprowadziło mnie z równowagi kluczenie wokół tego tematu niewysłanej umowy, która naprawdę była dla mnie ważna. Skoro umówiliśmy się że umowa zostanie przygotowana i wysłana, to niezależnie od powodów, umowa powinna być wysłana na określoną datę. Urzędowy termin lub zwykła obietnica nie podlega zmieniającym się okolicznościom. Zanim powiedziałem słowa których żałuję rozmawialiśmy przez ponad pół godziny normalnie. Podkreślając że umowa jest ważna i istotna, czułem że druga osoba w ogóle nie rozumie jak mi na tym zależy, a wręcz kompletnie ignorowany. W szczególności kiedy usłyszałem że cała kwestia umowy, kiedy ma być, komu wysłana to jest 'w moim interesie'. Chwila? To jesteśmy rodziną, za którą wspólnie odpowiadamy. Ja od rana do późna wczorajszej nocy zajmuję się tym żebyśmy mieli gdzie (i za co) mieszkać, a oprócz tego mieć pieniądze i dach nad głową dla nas wszystkich, to kwestia tego czy będziemy mieli na to pieniądze jest nagle 'w moim interesie'?

Nie. Nie zgadzam się na przerzucanie całej odpowiedzialności na mnie w żadnym związku, bo zbyt wiele razy ja byłem odpowiedzialny za wymyślenie wszystkiego i za doprowadzenie do szczęśliwego końca. Za dużo razy ja mówiłem co jest ważne, co trzeba zrobić, do jakiej daty jaka sprawa ma być dostarczona, bo wiem że po latach to mnie będzie się pytać 'jaki mam pomysł na rozwiązanie (dowolnego) problemu' jaki może powstać w wyniku dowolnego zaniedbania dowolnej osoby. Skoro ja mam być notorycznie pytany o pomysły na rozwiązanie każdego problemu, to ja również muszę mieć decyzyjność w sprawie tego jak każda sprawa jest prowadzona. W końcu w żadnym związku ja nigdy nie chciałem na sobie całej odpowiedzialności, czy to finansowej, czy organizacyjnej za zapewnienie tego co było potrzebne. Skoro z decyzyjnością przychodzi odpowiedzialność, to z odpowiedzialnością decyzyjność. Nie możesz dyskutować z kimś ktoś nawet wbrew swojej woli ma pełną odpowiedzialność i decyzyjność.

Jeśli zatem powiedziałem że ważna umowa ma być wysłana, to spodziewałem się jedynie posypywania głowy popiołem – jeśli wysłana nie była. Jeśli jednak ktoś mi już powiedział że wyśle, a następnie w ignorującym tonie jedynie wciera sól w ranę tego błędu że nie była, to może spodziewać się mocnego przebudzenia, nawet takiego które zabolało. Jeśli jedyne co usłyszałem w temacie niedotrzymanej obietnicy wysłania umowy było że kwestia tej całej umowy ostatecznie jest 'tylko w Twoim interesie', to z ze złości chociażby, albo już nawet chociaż bezsilności mogę jedyni powiedzieć pod nosem 'kłamliwa suka' i nie będę wstydził się tego że mam prawo do złości. W końcu ja też mam swoje emocje i swoje wzburzenie, a w tej sytuacji prawo i powód.

Gdybym w ogóle nie miał żadnych emocji pewnie zamiast wypowiedzianych słów jedynie uśmiechnąłbym się pod nosem, zapłacił kilkanaście tysięcy kosztów nie wysłanej umowy, darował sobie wysyłanie umowy a następnie czekał złośliwie na to co powie bank w sytuacji braku środków na koncie. Jeśli zgasłoby światło, to ja mógłbym wówczas się śmiać i pytać: „co teraz? gdzie umowa?”. Nie mogę być jednak mściwy wobec rodziny, a przynajmniej nie wyobrażam sobie takiego zachowania. Jeśli zatem ktoś jawnie ignoruje moje prośby, odpowiedzialność, a przede wszystkim wartość mojej pracy jaką włożyłem w to aby ta umowa czegoś dotyczyła, to może spodziewać się bardzo bezpośredniej pobudki, która na pewno wstrząśnie.

Taką pobudką były słowa 'kłamliwa suka', czyli osoby która obiecała 'coś załatwić' tego o co prosiłem, a tego nie zrobiła – analogicznie do tego tak jak ja obiecuję rodzinie zapewnić to, co rodzina potrzebuje, i wszyscy ode mnie mają prawo i oczekują że z tego się będę wywiązywał. Tak, obelga osoby która ignoruje ważną i obiecaną sprawę miały jedynie wstrząsnąć i pobudzić do myślenia. Właściwie nie miałem ich na myśli, ale ja też mam swoje emocje i mam dosyć siedzenia u psychoterapeutów, którzy powtarzają mi że za dużo z tych emocji w sobie tłumię. Miałem prawo je powiedzieć, przeprosić i być zrozumianym. Za nie wysłaną umowę miałem prawo usłyszeć wielkie przepraszam i oczekiwać naprawienia błędu, a nie ignorowania żadnej sprawy, która w rodzinie tak naprawdę zawsze była 'we wspólnym interesie'.